Zaćmienie słońca w Kościele

Na Kościół przychodzą dziś ciemności. Jeżeli papież zgodzi się na liberalną agendę Synodu Amazońskiego, sprzeniewierzy się poważnie swojemu urzędowi. Pan jednak na powrót rozświetli mrok i podaruje Kościołowi nowych papieży, świętych i odważnych – pisze bp Athanasius Schneider.

Biskup pomocniczy Astany w Kazachstanie, Athanasius Schneider, na łamach austriackiego portalu katolickiego Kath.net opublikował artykuł o Synodzie Amazońskim. Hierarcha krytycznie odnosi się w nim do przygotowań do Synodu i wypowiedzi jego głównych organizatorów.

Bp Schneider wychodzi od niedawnego wywiadu, jakiego udzielił austriackiej prasie bp Erwin Kräutler, Austriak z pochodzenia, wieloletni biskup brazylijskiej diecezji Xingu. Kräutler to zwolennik zniesienia celibatu i dopuszczenia do święceń kobiet; jest jednym z głównych inicjatorów październikowego zgromadzenia biskupów w Rzymie. We wspomnianym wywiadzie Kräutler stwierdził, że jest „nieomal skandalem”, iż w niektórych regionach Amazonii wierni rzadko przyjmują Eucharystię; jego zdaniem, by temu zaradzić, należy dopuścić do prezbiteriatu żonatych, a kobiety „co najmniej” do diakonatu.

Bp Schneider zwraca uwagę, że bp Kräutler myli całkowicie pojęcia. Sytuacja w Amazonii nie jest skandalem. „O skandalu w katolickiej wspólnocie można mówić wówczas, gdy wiara jest zakłamywana i nie jest przeżywana, gdy obraża się tam Boga poprzez pogardę wobec Jego przykazań, poprzez wielkie grzechy przeciw miłości bliźniego, poprzez kult bożków, szamanizm i tym podobne. O skandalu w katolickiej wspólnocie można mówić wówczas, gdy nie ma tam dość modlitwy. To byłby prawdziwy skandal” – napisał. Gdy idzie o Amazonię, pisze bp Schneider, skandal polega na czym innym, niż twierdzi bp Kräutler; skandalem jest raczej to, że w ostatnich dziesięcioleciach nie prowadzono tam autentycznego duszpasterstwa na rzecz nowych powołań. Nie było intensywnej modlitwy, duchowej ofiary, świętego życia misjonarzy. „To, czego domaga się bp Erwin Kräutler i wielu jego podobnie usposobionych klerykalnych towarzyszy, to karykatura księży w postaci pomocników na rzecz rozwoju, współpracowników NGO, socjalistycznych syndykalistów i specjalistów od ekologii. Nie ma tu jednak posłannictwa Jezusa Chrystusa” – stwierdza bp Schneider.

Jak dodaje, czynienie wielkiego dramatu z „głodu eucharystycznego” to tylko wykręt i wybieg, bo „przyjmowanie Eucharystii nie jest samo w sobie konieczne do zbawienia, konieczna jest wiara, modlitwa, życie zgodnie z przykazaniami Boga”.

„Gdy katolicy z powodu braku kapłanów przez długi czas nie mogą przyjmować Komunii świętej, należy ich zachęcać do pielęgnowania Komunii duchowej, która ma wielką duchową moc i takież działanie” – pisze biskup. Jak przypomina, choćby Ojcowie Pustyni żyli bez Eucharystii przez całe lata – i mimo tego osiągnęli wielką jedność z Chrystusem. „Moi rodzice i ja sam przez całe lata nie mogliśmy przyjmować w Związku Sowieckim Komunii świętej. Pielęgnowaliśmy jednak zawsze Komunię duchową, która dawała nam duchową siłę i pocieszenie. Gdy zjawiał się kapłan i przystępowaliśmy do spowiedzi, uczestniczyliśmy w ofierze Mszy i przyjmowaliśmy sakramentalnie Komunię świętą, było to dla nas naprawdę wielkie święto; przeżywaliśmy je bardzo głęboko i radośnie” – wspomina hierarcha.

Jego zdaniem podobne rozwiązania należy wprowadzić w Amazonii. „W Amazonii powinno się zbudować dobrze zorganizowany system z wędrownymi księżmi misjonarzami, którzy w poszczególnych miejscach, nawet jeżeli tylko kilka ray w roku, będą każdorazowo urządzać prawdziwe duchowe święto, z dobrą spowiedzią i godnie celebrowaną Mszą świętą, przedkładając katolikom do uwielbienia Jezusa w tabernakulum, odprawiając godziny adoracji eucharystycznej, modląc się na różańcu w intencji dobrych rodzimych bezżennych kapłanów i dobrych rodzin chrześcijańskich. Wówczas Bóg bez cienia wątpliwości podaruje im tę łaskę. Należy też uruchomić ogólnoświatowy program, zapraszając kapłanów, by przybywali do Amazonii, aby towarzyszyć tam duszpastersko ludziom. Można także wyświęcać żonatych diakonów lub w szczególnych przypadkach zlecać akolitom albo wiernym katolickim kobietom wystawianie Najświętszego Sakramentu i prowadzenie modlitwy”.

Jak wskazał biskupów, celibat kapłański jest naśladownictwem sposobu życia samego Pana Jezusa oraz Apostołów; święci mężowie i biskupi Kościoła pierwszych wieków żyli przecież bezżennie, a nawet jeżeli żony mieli – jak św. Hilary z Poiters, to po przyjęciu święceń żyli w pełnej wstrzemięźliwości.

„Małżeństwa księży zalegalizowano w VII stuleciu w Kościele wschodnim, ale nie ze względu na brak kapłanów; wówczas w Konstantynopolu księży było mnóstwo. [Uczyniono to] ze względu na ustępstwo wobec ludzkiej słabości, ze względu na odejście od reguł apostolskich płciowej wstrzemięźliwości życia tych, którzy naśladują w urzędzie biskupa i kapłana Jezusa Chrystusa, Wiecznego Najwyższego Kapłana Nowego Przymierza, i którzy w sakramencie święceń działają w osobie Chrystusa-Głowy. Wówczas w Kościele greckim było to rozwiązanie lokalne jednego z Kościołów wschodnich, którego wszakże nie uznali rzymscy papieże. Chodziło przy tym o odejście oraz o niewierność wobec wymogów naśladowania Chrystusa, które Apostołowie przeżywali od swojego powołania aż do śmierci w pełnej wstrzemięźliwości płciowej. Apostoł Piotr jasno wskazał na tę regułę życiową i stwierdził: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą” (Mt 19, 27)” – pisze biskup.

„Wstrzemięźliwe płciowo kapłaństwo przeżywali wszyscy Ojcowie Kościoła podczas sprawowania urzędu biskupa i księdza. Nawet jeżeli niektórzy byli żonaci (jak, na przykład, św. Hilary), to jak udowodniono po przyjęciu święceń biskupich lub kapłańskich żyli w płciowej wstrzemięźliwości i nie płodzili już dzieci, bo znali i szanowali apostolskie reguły wstrzemięźliwości kapłańskiej i biskupiej” – dodaje.

„Rzymski Kościół wiernie przekazał tę apostolską normę i bronił jej aż do naszych dni, za wyjątkiem, jaki zapewniono Kościołom wschodnim podczas negocjacji o unii ze Stolicą Apostolską w czasach soborów w Lyonie i Florencji; zgodę na żonate kapłaństwo [dano] gwoli jedności” – wskazuje hierarcha.

„Wprowadzenie żonatych kapłanów w Amazonii nie zrodzi prawdziwych Apostołów, ale raczej jakąś nową kategorię księży, i to ze swego rodzaju dynastią” – podkreśla. Jak wskazuje dalej, żadnym rozwiązaniem nie jest też dopuszczanie do kapłaństwa kobiet; bp Kräutler uzasadnia to ich wartością i emocjami, ale, jak przypomina bp Schneider, Kościół katolicki nie jest rodzajem organizacji czy klubu, gdzie chodzi o skuteczność; tu chodzi przede wszystkim o wierność słowom Pana Jezusa. Chrystus wskazał tymczasem jednoznacznie, że kapłanami mają być mężczyźni, a nie kobiety.

Kazachski hierarcha przypomina, że także wśród ludów germańskich bardzo długo brakowało powołań. Zajęło wiele lat, zanim Germanie stali się zdolni wydawać sami z siebie świętych kapłanów; przez długi czas, z powodu słabości swojej kultury i jej niedostosowania do wymogów nauczania Pana Jezusa, potrzebowali misjonarzy. Podobnie jest z ludami w Amazonii, których tubylcza kultura, tak jak niegdyś germańska, musi zostać oczyszczona, by była w stanie zrodzić dobrych księży zdolnych do uczciwego życia w celibacie.

„Bez wątpienia byli w Amazonii w XIX i XX stuleciu heroiczni i święci misjonarze: biskupi, księża, siostry zakonne. W minionych dziesięcioleciach wszakże niektórzy misjonarze w Amazonii odwrócili się od autentycznego ducha Jezusa Chrystusa, apostołów i świętych misjonarzy; skierowali się zamiast tego do ducha tego świata. Nie głosili już z pełnym przekonaniem jedynego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, nie starali się wystarczająco o to, by przekazywać ludziom w Amazonii Jego ponadnaturalne życie łaski, tak, by prowadzić ich w ten sposób do życia wiecznego, do nieba, czyniąc to rezygnując z własnego życia. Działo się często zupełnie przeciwnie. Nadużywając Imienia Jezusa, nadużywając świętego urzędu biskupa i kapłana, misjonarze, nawet biskupi, głosili ludziom w Amazonii przede wszystkim Ewangelię ziemskiego życia, Ewangelię brzucha, a nie Ewangelię krzyża, Ewangelię uwielbienia natury, lasu, wody, słońca, Ewangelię uwielbienia tego tak krótkiego życia materialnego; tak, że ludzie [w Amazonii] w gruncie rzeczy byli spragnieni źródeł Bożego życia wiecznego. Taka misja w Amazonii oznacza zdradę prawdziwej Ewangelii i taką właśnie zdradę uprawiano w minionych dziesięcioleciach w dużych częściach rzeczonego regionu. Teraz chce się za sprawą Synodu Biskupów na poziomie światowym dać legitymację tej zdradzie prawdziwej, ponadnaturalnej ewangelizacji w duchu Jezusa i apostołów” – zaznacza biskup pomocniczy Astany.

„Amazonia potrzebuje pilnie prawdziwych świętych misjonarzy, zgodnych z duchem i przykładem życia wielkich misjonarzy historii Kościoła, jak św. Bonifacy, jak wielcy święci misjonarze Ameryki Łacińskiej, na przykład św. Turibio de Mogrovejo, św. Jose Anchieta i wielu jeszcze innych” – dodaje.

„W ciągu dwóch tysięcy lat wszystkie ludy, nawet barbarzyńcy, były w stanie – z pomocą łaski Chrystusa – wychować swoich własnych synów do życia w bezżennym kapłaństwie zgodnie z przykładem Jezusa Chrystusa. Postulaty żonatych księży dla ludów amazońskich kryją w sobie zamaskowany rasizm. Formułując to ostro można byłoby powiedzieć: My Europejczycy, to znaczy, my, biali, jesteśmy zdolni do bezżennego kapłaństwa. Dla was, ludów Amazonii, to jednak o jeden rozmiar za duże” – stwierdza biskup.

Tak naprawdę bowiem, pisze dalej, europejskim inicjatorom Synodu Amazońskiego chodzi o coś zupełnie innego; nie idzie wcale o ludy Amazonii, ale o przeforsowanie liberalizacji celibatu w Europie, a potem na całym świecie.

„Szermierzom żonatego amazońskiego kleru, spośród których niemal wszyscy są pochodzenia europejskiego, a nie rdzennego, nie chodzi ostatecznie o prawdziwe duchowe dobro amazońskich wierzących, ale o przeforsowanie ich własnej ideologicznej agendy, która polega na tym, by wprowadzić żonaty kler także do Europy, a później do całego Kościoła łacińskiego. Wszyscy wiedzą bowiem, że po wprowadzeniu początkowo ograniczonego regionalnie żonatego kleru w Amazonii w ramach efektu domina w relatywnie krótkim czasie także w innych częściach świata pojawią się regularni żonaci księża rytu rzymskiego. W ten sposób w całym Kościele unicestwione zostanie apostolskie dziedzictwo bezżennie przeżywanego kapłaństwa, zgodnego z wyraźnym przykładem życia Jezusa Chrystusa i Jego Apostołów” – wskazuje.

„Niektórzy katolicy, którzy z pewnością nie reprezentują większości prawdziwych wierzących, ale są funkcjonariuszami bogatej kościelnej biurokracji i osiągnęli wpływowe klerykalne stanowiska w Kościele, chcą na całym świecie przyciągnąć ludzi za sprawą żonatych kapłanów, za sprawą kapłaństwa bez ofiary, bez daru z samego siebie, bez ponadnaturalnej, płomiennej miłości Boga” – wskazuje biskup.

Jak przypomina, sam Pan wyjaśnił jasno Kościołowi, co ma robić, by mieć kapłanów: „Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo” (Mt 9, 38).

Bp Schneider wskazuje, że – jak powiedział św. Grzegorz z Nazjanzu – Bóg nie ma upodobania w ilości; święty papież Grzegorz Wielki pisał, że choć świat jest pełen księży, to mało jest prawdziwych robotników na żniwa Pana. „Bóg sprawuje Swoje dzieło łaski i zbawienia dusz dla życia wiecznego zawsze poprzez ofiarę i często poprzez nielicznych, a nie przez wielki tłum” – zaznacza kazachski hierarcha.

Zdaniem hierarchy Synod Amazoński może doprowadzić do powstania sekty. W jego ocenie dowodzi tego jasno treść przedsynodalnego Instrumentum laboris. Bp Erwin Kräutler i podobnie do niego usposobieni duchowni chcą tak naprawdę stworzenia „nowego chrześcijańskiego wyznania, które będzie się być może nazywać Kościołem amazońsko-katolickim, które jednak będzie w istocie tylko sektą w porównaniu z prawdziwym, jednym, świętym, katolickim i apostolskim Kościołem”. „Katolicy naszych czasów będą mieć taką amazońsko-katolicką sektę, która będzie kultywować uwielbienie natury i kapłaństwa kobiet” – dodaje.

W ocenie bp Schneidera Ojciec Święty nie może choćby milczeniem czy dwuznacznym zachowaniem wspierać agendy progresistów; jeżeli wszakże uczyni to na nadchodzącym Synodzie Amazońskim, to wówczas „silnie naruszy swoje obowiązki jako następcy Piotra i zastępcy Chrystusa, a na pewien czas spowoduje duchowe zaćmienie słońca w Kościele”. „Chrystus wszakże, niepokonane Słońce Prawdy, rozświetli na powrót tę krótką eklipsę, darowując Swojemu Kościołowi na nowo świętych, odważnych i wiernych papieży, bo bramy piekielne nie mogą pokonać Skały Piotrowej” – wskazuje.

„Prawda, jaką sformułował św. Ireneusz, zachowuje swoją moc także w naszych czasach przejściowego duchowego zaćmienia słońca w Kościele, które w niepojęty dla nas sposób dopuścił Bóg: Bo w rzymskim Kościele Tradycja Apostolska przechowywana jest zawsze przez wiernych, którzy są wszędzie (Adversus haereses 3, 3, 2)” – kończy swój tekst bp Schneider.

 

Źródło: Kath.net

 

Leave a Comment