Zmagania z potworem.

Kilka miesiecy temu przypętal sie do mnie zlosliwy potwor, który tyłem chodzi, bezczelnie zwracajac sie do mnie:
 Mam Cie, i po angielsku:
 Your ass is mine,
Zeżarł mi pół płuca, zmiażdżył wszystkie kręgi szyjne, później pozbawił głosu, a ostatnio zaczął dobierać się również do słuchu. Moja odpowiedz brzmiala:
 Wal się, i po angielsku:
 Back off!
Po kilku miesiącach kuracji i pozbyciu oszczędności, potwór się skurczył albo gdzieś schował a ja stanąłem na nogi i dumnie zacytowałem Oberstuhrmanfuerera Brunnera:
 Przegrałeś Kloss. Na co usłyszałem:’
 Not so fast,mam dla ciebie niespodziankę,podrzucając mi zapalenie płuc.
Poczułem jakbym oberwał w szczękę od Mike Tysona, padlem na deski jak zdexhla krowa, ale podniosłem się na 8, mówiąc:
– Nie ze mną te numery, Brunner. A on mi na to po rosyjsku:
 Nu zajac, pagadi! I odebrał mi apetyt, naiwnie sądząc, że weźmie mnie głodem.
Odpowiedziałem dietą cud, której, zważywszy na okoliczności towarzyszące, nikomu nie polecam:
Przystawki: – ½ tony leków, sok owocowy, 1 – 2 kubki kawy,
Śniadanie : – 2 jajka na miękko, 2 kromki włoskiego chleba, 1 kubek kakao.
Lunch: – miska zalewajki z białą kiełbasą + 1 jajko na twardo,
Obiad: – 1 filet z tilapii, 1 ziemniak gotowany w mundurku, duża porcja domowej sałatki wielowarzywnej, 1 kubek maślanki,
Dopychacze: ½ jabłka, 1 kromka babki,
Deser: ½ tony leków, woda.
Następnego dnia stanąłem na wadze, ubrany wyłącznie w kołnierz orto i okazało się, że ubył mi kolejny kilogram od dnia poprzedniego, gdy ważyłem się bez kołnierza. Moja żona, spojrzawszy na mnie, zauważyła:
 Jak tak dalej pójdzie, to nie będzie co do trumny wkładac.
 Zobacz, co za oszczędność – powiedziałem – pochowasz mnie w doniczce po prymulce, która i tak uschła.
Potwór jest uparty i natrętny jak świadkowie Jehowy lub przedstawiciele narodu wybranego, domagający się odszkodowań od Polaków za straty spowodowane przez Niemców, ale ja jeszcze bardziej. W tych zmaganiach zwycięzca może być tylko jeden i bedę nim ja. Umówilismy się z agentem podróży, by nabrać sił i schować się na jakiś czas przed potworem. Lecimy na Hawaje. Sayonara!

Leave a Comment