Nie wiem, nie widziałem, nie słyszałem

Kiedy Piotr był na dole na dziedzińcu, przyszła jedna ze służących najwyższego kapłana. Zobaczywszy Piotra grzejącego się przy ogniu, przypatrzyła mu się i rzekła: “I tyś był z Nazarejczykiem Jezusem”. Lecz on zaprzeczył temu, mówiąc: “Nie wiem i nie rozumiem, co mówisz”. I wyszedł na zewnątrz do przedsionka, a kogut zapiał. Służąca, widząc go, znowu zaczęła mówić do tych, którzy tam stali: “To jest jeden z nich”. A on ponownie zaprzeczył. Po chwili ci, którzy tam stali, mówili znowu do Piotra: “Na pewno jesteś jednym z nich, jesteś także Galilejczykiem”. Lecz on począł się zaklinać i przysięgać: “Nie znam tego człowieka, o którym mówicie”.

Zachowanie świętego Piotra wydawać by się mogło szokujące. On, uczeń Chrystusa, świadek wielu cudów, słuchacz licznych nauk i przypowieści, a także towarzysz trzyletniej wędrówki po Ziemi Świętej… Jak on mógł!?

Co tam jeden niewdzięcznik…

Jezus skończył nauczać, nadchodził zmrok a do miasta było kawał drogi. Jeden z uczniów zwraca się do Mistrza wręcz z poleceniem: „Każ im iść do miasta i kupić coś do jedzenia”. Chrystus nie zgadza się. Tłumom kazał usiąść a uczniom aby rozdali im chleb i ryby, których oni mieli jedynie na własne potrzeby. Tłum się najadł a ułomków zebrali 11 koszów. Najedzonych było cztery tysiące nie licząc kobiet i dzieci. Ten tłum to byli co, którzy przyszli słuchać Słowa Życia. Za Synem Bożym takie tłumy szły każdego dnia przez trzy lata Jego nauki. Byli też tacy, którym Nauczyciel uzdrowił córkę, z martwych podniósł brata, przywrócił wzrok, odjął trąd czy uwolnił od złych duchów.

Tysiące, tysiące tych, którzy żywili się Jego słowem, którzy zawdzięczali Mu zdrowie i życie. Jak na owe czasy armia ludzi, która mogła zmienić bieg wydarzeń. A gdy Jezus konał, pod krzyżem stała Maria Magdalena, Maria, Matka Jego i uczeń. Jeden uczeń… Jezus został pojmany, osądzony, torturowany, prowadzony przez cale miasto i wreszcie ukrzyżowany przy cichym milczeniu tych, którzy nic nie wiedzieli, nic nie słyszeli, nic nie widzieli.

Polska to teoretycznie ciągle kraj katolicki. Każdej niedzieli miliony z nas idą na Mszę świętą. Słuchają kazań, wspólnie recytują, że: wierzę w jednego Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Czasami zaśpiewają hymn „My chcemy Boga”, zapewniając, ze chcą go także w książce, w szkole… Są tacy, co idą kilkaset kilometrów w pielgrzymkach a niektórzy nawet zostawiają cenne wota w podzięce za odzyskane zdrowie. Tysiące, miliony ludzi, którzy mogliby zmienić bieg wydarzeń, mogliby zmienić świat na lepsze.

W Trójmieście manifestacja tych, którzy ze swego grzechu uczynili sobie sztandar chwały. Manifestantów niewielu, ale za to bardzo agresywni, wyzywający. Część z nich parodiuje procesję Bożego Ciała. Ktoś niesie na patyku podobiznę kobiecego przyrodzenia upozowaną na Hostię. Jakaś biedna niewiasta niesie portret Matki Boskiej Częstochowskiej z tęczową aureolą. Dzień, centrum miasta. Sodomici przeszli spokojnie. Nikt nic nie wiedział nie widział i nie słyszał.

1 VIII przez centrum stolicy przeszedł Marsz Powstania Warszawskiego. W maszerującym tłumie ludzie płci obojga, wiele dzieci w każdym wieku. Na ulicy Nowy Świat przywitał ich młody człowiek siedzący w kucki na barierce balkonu. Ubrany zaledwie w skąpe slipki wykonywał gesty powszechnie uznane za obsceniczne. Mimo, iż całe jego zachowanie przypominało podnieconego szympansa na gałęzi, nikt z maszerującego tłumu nie zareagował. Nikt nic nie widział, nie słyszał…

Kilka dni temu w internecie pojawił się filmik, na którym jakiś zadowolony z siebie młodzian dokumentował, jak wziął na rękę Ciało Chrystusa i przez nikogo nie zatrzymywany wyniósł na ulicę. Z iście szatańskim wyrazem twarzy opowiadał, co teraz zrobi. W kościele, ani też na ulicy nikt nic nie widział, nie słyszał…

Zazwyczaj chadzam na Msze św. łacińskie, ale czasami, w z konieczności, musze być w kościele parafialnym. Różne rzeczy się dzieją, ale nigdy nie widziałem, aby ktoś przyjmował Kominie na rękę. W poprzednią niedzielę, na około dwie setki wiernych zrobiła to jedna osoba – starsza zakonnica! Na tej samej Mszy ks. Proboszcz zauważył podczas ogłoszeń, że „coraz więcej ludzi przyjmuje Komunie na rękę” i pouczył, jak należy robić to „poprawnie”. Tydzień później tak przyjmujących Ciało Pańskie było już wielu. Byli, słyszeli widzieli. I tylko nie pamiętali, że ten „opłatek” to Ciało Boga żywego.

Parafrazując przysłowie, rzec można, jakie wiernych chowanie, takie i ich zachowanie.

Leave a Comment