Autobiografizm w twórczości Joanny Chmielewskiej

Autobiografizm przedstawiany jest jako postawa twórcza, uwzględniająca w sposób widoczny doświadczenia i przeżycia twórcy. Autobiografizm nie ma charakteru dokumentalnego, ujawnia w różnych stylach i konwencjach podmiotowe „ja”, noszące pewne cechy autora, rzeczywiste lub prawdopodobne.
Zagadnienie autobiografizmu w badaniach literackich pojawia się przede wszystkim w związku ze specyficznym, konkretnym gatunkiem literackim — autobiografią — posiadającym bogatą tradycję historycz-noliteracką, a także w związku z występowaniem pierwiastków autobiograficznych w twórczości niektórych pisarzy, pierwiastków w sposób dyskursywny silnie przez autorów sygnalizowanych i eksponowanych bądź zawartych w warstwie fabularnej, z tendencją do ich zacierania czy tuszowania. Problematyka autobiografizmu literackiego była precyzowana w różnorodnych ujęciach metodologicznych, podejmowana za pomocą różnych metod badawczych. Jest to dziedzina bardzo obszerna, wymagająca wielu jeszcze podstawowych rozstrzygnięć1.
Rozwój nowoczesnego autobiografizmu jako wyrazu humanistycznego indywidualizmu zaczął się w okresie odrodzenia, np. w twórczości J. Kochanowskiego2. Mniejszą rolę odgrywał w epoce oświeceniowego klasycyzmu, rosnącą – w sentymentalizmie, romantyzmie (m.in. Beniowski J. Słowackiego, 1841), modernizmie i okresie międzywojennym (np. Wspólny pokój Z. Uniłowskiego, 1932), zarazem jako tzw. powieść z kluczem, w której bohaterowie wykazują bliski związek z konkretnymi osobami, choć występują pod fikcyjnymi nazwiskami.
Do klasycznych dzieł autobiograficznych należą m.in.: Wyznania św. Augustyna (IV w., wydanie polskie 1844, nowy przekład 1987), Wyznania J.J. Rousseau (1781-1788, wydanie polskie tomy 1-2, 1915-1918), Zmyślenie i prawda J.W. Goethego (1809-1831, wydanie polskie 1895). Autobiograficzny charakter mają również spisywane z perspektywy minionych lat pamiętniki i dzienniki (np. S. Żeromskiego, Z. Nałkowskiej, M. Dąbrowskiej). Współcześnie coraz częściej publikowane są za życia autora3.
Inwazja autobiografizmu — pod różnymi postaciami — na tereny piśmiennictwa i środków masowego przekazu stała się w ostatnich dziesięcioleciach faktem wszechstronnie stwierdzonym. Godnym więc uwagi przedsięwzięciem wydaje się próba uchwycenia istotnych problemów teoretycznych poświęconych temu zjawisku piśmienniczemu w ostatnim dziesięcioleciu.
Krytyka literacka dostrzega oczywistą autobiografizację literatury, zwłaszcza współczesnej. Oznacza ona nasycenie tego, co literackie elementami autentyku, sięgające aż po „rejestrację gadaniny w sklepach nabiałowych”4 i „odświeżenie literatury przez autobiografię”. Z drugiej strony jednak doszukuje się ona tego, co autobiograficzne, w literaturze wieków odległych, dziełach, nigdy dotąd z tym zjawiskiem nie wiązanych5.
Każdy z nas ma tendencję do uważania się za centrum pewnej przestrzeni życiowej: ja się liczę, moje istnienie ma znaczenie dla świata, a moja śmierć pozostawi lukę w świecie. Opowiadając swoje życie, potwierdzam siebie ponad śmiercią, aby zachował się ten cenny kapitał, który nie powinien zginąć. Autor autobiografii uwypukla swój obraz na tle tego, co go otacza, nadaje mu niezależne istnienie; przygląda się sobie i chce być oglądany; bierze siebie na świadka siebie samego, innych powołuje na świadków tego, co w jego istnieniu jest niepowtarzalne. Słowa te można odnieść nie tylko do pisarzy, którzy pozostawili po sobie wielotomowe czy opasłe autobiografie, ale także do wszystkich autorów, którzy odważyli się odsłonić swój obraz w jakiejkolwiek formie piśmienniczej — do notatnika włącznie. Wydaje się, że tylko ta płaszczyzna — ukrytych intencji — owych autobiograficznych zapisów stanowi pewien teren wspólny, poza nim rozpoczyna się już przestrzeń istotnych różnic i osobliwości. To jednak nie oznacza, iżby poszczególne formy piśmiennictwa autobiograficznego były łatwe do sklasyfikowania czy zdefiniowania6.
Wszystkie formy i odmiany wypowiedzi autobiograficznej, takie jak autobiografia właściwa, pamiętnik, dziennik, wyznania — są z sobą spokrewnione, ale zawierają też istotne różnice. Nie lekceważąc istoty i specyfiki poszczególnych form wypowiedzi autobiograficznej, wypadnie od razu podważyć samo pojęcie owej formy gatunkowej. Reguły autobiografii zdaniem Jeana Starobinskiego dostarczają jedynie dość szerokich ram, w których obrębie może ujawniać się wielka różnorodność indywidualnych »stylów«. Nie powinno się więc mówić o stylu czy nawet formie autobiograficznej, ponieważ w tym wypadku nie ma stylu czy formy gatunkowej. Tutaj, bardziej niż gdzie indziej, styl jest zjawiskiem jednostkowym7.
Dość powszechnie spotykamy pogląd, iż zamiarem każdej autobiografii jest odnalezienie porządku własnej biografii, twórca przedstawia swoje życie w myśl pewnych z góry przyjętych zasad i idei, poszukuje sensu swego życia, tworzy wizję całości8. Jednak w tej kwestii znawcy przedmiotu niezupełnie są zgodni. Ważne zdaje się tu stanowisko, które prezentuje Michel Beaujour. Zgodnie z jego założeniami własne komentarze autora autobiografii czy autoportretu są daremną próbą nadawania sensu przedsięwzięciu bez końca. „Nie ma pisma — stwierdza badacz — mniej niewinnego, bardziej rozdartego i rozdzierającego, niż pismo autoportretu […]. Tragizm autoportretu tkwi w tym, że nie ma on nic do ukrywania / wyznania (licząc z góry na miłosierdzie i przebaczenie), z wyjątkiem tego, że jest wytworem retoryki, że jest doskonale zbędną wypowiedzią i po prostu książką.”9
Obecność żywiołu autobiograficznego daje się zauważyć również we współczesnej prozie polskiej, co zaznacza się coraz wyraźniej i obejmuje wciąż nowe tereny. Obok powieści, zawierających bardziej czy mniej czytelne odniesienia do osobistych doświadczeń autora, znacznie istotniejszą rolę ‘odgrywają, ponieważ narzucają swój problem z większą wyrazistością, stricte autobiograficzne teksty, ogłaszane przez pisarzy. O rozmiarze zjawiska świadczy fakt, że stało się już modą. Pojawiły się pastisze (jest to niewątpliwie jeden z rysów Kalendarza i klepsydry, sam Konwicki zresztą nazywa w pewnym momencie swą książkę „łże-dziennikiem”), -a także zupełnie serio dokonywane stylizacje gatunkowe, jak pierwszy tom Dziennika Wacława Kubackiego, co do którego Konrad Górski ze skrupulatnością filologa wykazał, iż musi to być pamiętnik pisany ex post, ustylizowany na dziennik. Mistyfikacja ta odsłania istnienie w świadomości literackiej pewnej hierarchii pośród gatunków pism osobistych. W sferach intelektualnych dziennik, nobilitowany przez słynnych filozofów i pisarzy europejskich, uchodzi widocznie za coś znacznie lepszego niż „poczciwy” pamiętnik, ze swym sarmackim rodowodem od Jana Chryzostoma Paska. Wciąż jednak trzeba mówić o autobigrafiźmie, żywiole autobiograficznym czy postawie autobiograficznej, a nie po prostu o autobiografii jako pewnym gatunku. Trudno byłoby chyba znaleźć w polskiej dwudziestowiecznej literaturze tekst, który można by nazwać autobiografią w sensie klasycznym, tj. przedstawiający opowieść o własnym życiu pisarza zorganizowaną wokół jakiejś idei własnej osobowości i stanowiącą całościową autointerpretację własnego losu10.
Zawsze bardziej liczyły się w polskiej literaturze inne gatunki pisarstwa osobistego. Pamiętnik obecny był w niej od najdawniejszych czasów, romantycy uprzywilejowali sztukę epistolograficzną, dziś dokonujemy spóźnionego odkrycia dziennika intymnego. O szczególnej sytuacji pamiętnika, w którym ton intymności był zawsze wyciszony. Natomiast listy i dziennik osobisty, jakakolwiek byłaby w nich intencja dotycząca publikacji, funkcjonowały przede wszystkim w obiegu nieoficjalnym, stanowiły dokumenty prywatne, a nie literaturę oddziałującą publicznie. Wiodły żywot utajony. Autobiografii nie pisze się ani dla siebie, jak dziennik, ani dla kogoś bliskiego, jak list. Pisze się ją dla potomnych, jak pamiętnik. Ale pisze się ją o sobie — nie jak pamiętnik. Do tego potrzebne jest przekonanie o publicznej ważności tego, co jednostkowe, osobiste, prywatne. Perypetie romantycznego indywidualizmu dowiodły, że w sytuacji polskiej literatury nie jest to przekonanie oczywiste i niewątpliwe do tej pory. Nie powstało w naszej tradycji literackiej miejsce dla autobiografii, która aby była sobą, musi ustawić w centrum swego świata jednostkę. Potrzeba mówienia o sobie znalazła zastępcze ujście w prywatnym liście, dzienniku chowanym do szuflady, w pamiętniku, usprawiedliwiającym obecność jednostki jako naocznego świadka wydarzeń, wreszcie w powieści autobiograficznej. Przemiany powieści samej, które dokonały się od czasów Prousta, a zawsze będącej, jak dowodził Bachtin, formą w istocie amorficzną i wielogatunkową, sprawiły, że żywioł autobiografizmu, który nigdy w polskiej literaturze nie mógł dostatecznie zaspokoić swych roszczeń, wtargnął z całą siłą na teren prozy powieściowej11.
Obecność autobiografizmu w naszym współczesnym życiu literackim to nie tylko wielka ilość powstających aktualnie utworów. To także wielka ilość publikacji dawnych pism osobistych, polskich i tłumaczonych jako klasyczne pozycje intymistyki europejskiej. Oddziaływanie wzorów, zwłaszcza dzieł wybitnych, trafia na podatny grunt i przyspiesza ujawnianie się tendencji autobiograficznych, ukrywanych wcześniej pod kryptonimami powieści i opowiadań. Równolegle — i na zasadzie sprzężenia zwrotnego — kształtują się dzisiejsze oczekiwania czytelnicze. Zainteresowanie dla autobiografizmu okazuje się cząstką ogromnej poczytności tzw. literatury faktu, egzystującej na pograniczu powieści. Książkowe wydania reportaży, zbeletryzowane biografie, relacje z podróży, pamiętniki (nawet dokumenty, którym nie przydano literackiej oprawy) to książki, które zawsze znajdują nabywcę w księgarni i czytelnika w bibliotece12.
Krytycznoliterackie reakcje na ów przybór fali autobiografizmu wahają się od najgłębszej niechęci do entuzjazmu. W wypowiedziach niechętnych dostrzega się np. zagrożenie subiektywizmem, miałkością, infantylizmem, obojętnością wobec życia społecznego. W obrębie tej postawy zaakceptowane mogą być jedynie pamiętniki, skupione na relacjonowaniu otaczającego świata, pisane z pozycji świadka, mające wartość dokumentarną dla socjologa lub historyka. Postawa taka wyklucza ujęcie pisarstwa osobistego jako autonomicznej wartości kulturowej, widzi w nim jedynie zapisy o charakterze służebnym, pomocniczym, dokumentalno-usługowym. Zakłada lekturę intymistyki jako źródła, środka do osiągnięcia informacji, a nie jako cel sam w sobie. Takiemu typowi lektury krytycznej towarzyszy zazwyczaj ukryte założenie estetyczne, każące dzieło literackie traktować jako całość zamkniętą. Skrajnie odmiennie kształtuje się ocena autobiografizmu, kiedy uważa się go za szansę dokonania ważnych odkryć duchowych, poszerzenia wiedzy o człowieku, zwłaszcza o najintymniejszych stronach życia wewnętrznego. Pisma osobiste stają się wówczas dokumentem stanu świadomości, a nie stanu rzeczy. Strefę życia prywatnego jednostki uważa się za niezbywalną cząstkę historii wszystkich ludzi. Autobiografia może pojawić się i być traktowana jako wartość w takiej kulturze, która spełnia pewne elementarne warunki: „uznanie ważności doświadczenia osobistego, zgoda na szczerość w stosunku do kogoś innego. Założenia te ustalają uprawnienia »Ja« i upoważniają podmiot dyskursu do obrania za temat swojej własnej przeszłości. Co więcej, »Ja« jest nieustannie utwierdzane w funkcji podmiotu dzięki obecności odniesienia do »Ty« stanowiącego oczywistą motywację dla dyskursu”13.
Krytyka literacka często dziś stara się dać odpowiedź na pytanie o powody społecznego zapotrzebowania na tego typu literaturę. Najczęstszą odpowiedzią jest, iż odbiorca domaga się od pisarza kreacji osobowych, nie dowierza zaś fikcji, literackości”, domaga się od prozy empirii w sensie jak najbardziej dosłownym, poświadczonej rzeczywistymi przeżyciami — takiej, jakiej dostarczyć może tylko sam autor, nie zaś twory jego wyobraźni14.
Jedną z najsilniej odczuwanych współcześnie społecznych potrzeb jest potrzeba obcowania z silną i bogatą osobowością, która ‘mogłaby wziąć na siebie funkcję autorytetu moralnego. Można sobie — wzorem niektórych publicystów — dworować z wieszczego gestu tego lub owego literata, ale zarazem musimy zdać sobie sprawę, że na gest taki istnieje społeczne zapotrzebowanie. Towarzyszy mu zresztą — i to też prawda — niewiara w jego rzeczywistą wagę. Pisarz nie może być kapłanem i przewodnikiem ludu, bo brak mu porywającej siły, czerpanej z objawienia świętości: nie jest już nośnikiem boskiej idei i brak mu wiary aby taka idea mogła się narodzić. Zarazem społeczny nacisk zmusza go niejako do samoobnażenia, odbiorca szuka bowiem prawdy nie w jego artystycznych bądź imitatorskich sprawnościach, lecz w nim samym — jako człowieku. Akceptując czytelnicze prawo do wglądu w swoje życie prywatne, pisarz zmuszony zostaje do ciągłego usprawiedliwiania się z tego, że nie może sprostać roli wieszcza. W to miejsce oferuje odbiorcy refleksję nad sobą i swą niedoskonałością. Jeśli więc współczesny pisarz, kreując siebie na „bohatera literackiego”, wyraża jednak jakąś uniwersalną prawdę o społeczeństwie, to owa prawda tkwi nie tyle w prawidłowym odtworzeniu obrazu rzeczywistości, ale raczej w wyborze etycznym określonej postawy wobec tego nie rozpoznanego w pełni świata. Prawdy zatem szuka się w uchyleniu modelowym schematom, w apologii prywatności i osobliwości jednostkowej biografii, w próbie przełożenia uniwersalnych .wartości na język indywidualnej, nie modelowej egzystencji, wreszcie w ujawnieniu, jak boleśnie borykać się trzeba z pisarskim zadaniem, by jednocześnie — nie uronić nic z transmitowanych zasad etycznych i zarazem nie sprzeniewierzyć się własnej, ,,prywatnej” niepowtarzalności15.
Powieść autobiograficzna w literaturze tematu częstokroć utożsamiana jest z biograficzną, z tym zastrzeżeniem, że dotyczy samego autora (w od-różnieniu od biografii osób historycznych). Epitet „literacka” w zestawieniu z biografistyką wymaga pewnych wyjaśnień. „Literary biography” to w termi-nologii anglosaskiej najczęściej biografia poświęcona życiu pisarza. Podobne znaczenie można, choć rzadziej, spotkać i gdzie indziej. W Nauce o literaturze Juliana Krzyżanowskiego czytamy np.: ,,…biografia literacka wyróżnia się nie tylko tym, że przedmiotem jej jest życie pisarza, lecz tym, że kładzie ona specjalny nacisk na te wszystkie cechy, które pisarza wyróżniają spośród innych artystów, a tym bardziej innych ludzi artystycznie nieczynnych” 16.
Jednak Maria Jasińska w Zagadnieniach biografii literackiej twierdzi, iż znaczenie to jednakże nie jest operatywne17. Nazwa ,,biografia literacka” przez analogię do wyrażeń ,,prace naukowe i literackie”, „wartości literackie” może sugerować, że chodzi tu o biografię wykazującą się tymi wartościami i zaliczaną do literatury jako sztuki. I właśnie takież znaczenie przypisuje się tu na stałe terminowi ,,biografia literacka”, który zresztą ma swój ścisły odpowiednik w ,,zbeletryzowanej biografii”, a także — z mocniejszym jeszcze zaakcentowaniem pierwiastka literackiego — w terminie „beletrystyka biograficzna”.
Obok wyjaśnienia językowego potrzebne jest i merytoryczne, wykazujące, iż termin ,,biografia literacka” w ustalonym tu znaczeniu nie jest nazwą tautologiczną. Począwszy bowiem od dziewiętnastego wieku aż do chwili obecnej można obserwować ciągłość poglądu na biografię jako na swoistą sztukę, a w wieku dwudziestym — jako na gatunek literacki. Sztukę ze względu na przedmiot i zadanie: przedstawienie życia ludzkiego indywiduum, swoistą, bo podlegającą posłuszeństwu historycznej rzeczywistości18.
Pogląd ten — co warto podkreślić — znajdował i znajduje swych zwolenników bez względu na to, czy sytuują oni biografistykę w ramach historiografii, czy też ją z niej wydzielają bądź ze względu na element dydaktyczny, bądź z racji „prywatnego” przedmiotu biografii charakterologicznej czy psychologicznej, jak to bodaj pierwszy expressis verbis sformułował Plutarch. ,,[…] proszę czytelników o wyrozumiałość, jeżeli nie opowiadam szczegółowo wszystkich zdarzeń ani nawet żadnego z najgłośniejszych, lecz przeważną ich część szybko przebiegam. Ani bowiem nie piszę historii, lecz biografie, ani cnota i przewrotność nie objawiają się bynajmniej w najsławniejszych czynach, lecz nieraz drobny postępek, jedno słowo i jakiś żart lepiej dają poznać charakter niż bitwy z dziesiątkami tysięcy trupów, największe szyki bojowe i oblężenie miast. Jak więc malarze starają się odtworzyć podobieństwo twarzy i rysów z oka, w którym się objawia charakter, a o resztę części portretowanego niewiele się troszczą, tak mnie należy pozwolić na to, bym bardziej zagłębiał się w szczegóły odbijające duszę i za pomocą nich tworzył obraz każdego żywota, a innym pozostawił wielkości i walki”19
Zdanie to jest to powtarzane aż do dzisiaj: „[…] zasadnicza różnica pomiędzy pracą historyka a biografa sprowadza się do tego, że pierwszy opisuje całe kompleksy zdarzeń, drugi zaś podaje opisy szczegółowe ludzi. Historyk, jeśli się zajmuje jednostką ludzką, to szkicuje jej sylwetkę w odniesieniu do ducha epoki, biograf natomiast rozpatruje ją pod kątem widzenia jej losu, celów i skłonności”20.
,,Biografa interesować powinna całość działalności jego bohatera, ujmować powinien całość osobowości badanej, gdy tymczasem historyk zawsze selekcjonuje nie tylko materiał źródłowy, lecz i badane zjawiska, by móc przeprowadzić uogólnienie. Stąd też problem stosunku biografistyki do historiografii, który trudno byłoby ujmować jedynie w ten sposób, że biografia jest jednym z rodzajów twórczości historiograficznej. Stąd też sprawa stosunku analizy psychologicznej i przedstawienia jednostki do ogólnego tła historycznego w ujęciu biograficznym”21. Dla wyjaśnienia faktu, iż biografistyka była uznawana za sztukę także i przez tych, którzy włączali ją do historiografii, trzeba przypomnieć, że również historiografia była we własnej świadomości wpierw sztuką, szczycącą się jak inne posiadaniem własnej muzy — Klio, a następnie, bardzo długo, czymś pośrednim między sztuką a nauką, czego reliktów nie usunął całkowicie wiek dwudziesty22.
Delikatność spraw ludzkich, żądająca finezji języka i metody sugerowania, staje się szczególnie aktualna, gdy chodzi o biografistyczną gałąź historiografii, która mogłaby być parafrazująco nazwana „wiedzą o konkretnym człowieku w czasie”. Wtedy obok adekwatnych dla humanistycznego przedmiotu środków wyrazu jako jednego toru przenikania w prace biografa metod charakterystycznych dla sztuki literackiej pojawia się również tor drugi. ,,Konkretny człowiek w czasie” to przecież przesłanka dla zarysu bohatera i fabuły, dwu podstawowych elementów świata epiki. Oczywiście może być tak głównie wtedy, gdy ujęcie przedmiotu biografii nie będzie programowo zredukowane do wybranego aspektu23. To jednak najczęściej spotyka się w powieściach typowo biograficznych (w odróżnieniu od autobiograficznych), tyczących najczęściej znanych postaci historycznych.
Rozdział II
Między szczerością a demonstracyjnym nihilizmem
Wśród bogatej twórczości Joanny Chmielewskiej znajduje się pozycja szczególna. Jest nią wydana w 1993 roku Autobiografia. Tak modny w ostatnim czasie autobiografizm uprawiany jest przez wielu, nie tylko pisarzy, ale również innych twórców, a nawet polityków. Jednakże wydaje się, iż Autobiografia Chmielewskiej wychodzi daleko poza utarte szlaki.
Prawdą jest, iż literatura autobiograficzna powołuje do życia świat subiektywny, wydobywa na powierzchnię cały dramat ludzkiego zindywidualizowanego „ja”, jego zarówno jasne, jak i ciemne, splatane i często wręcz diabelskie wnętrze. Wszak życie wewnętrzne każdego człowieka jest bogate i wielokształtne, jest dramatyczne. Kiedy człowiek decyduje się, aby je ujawnić, musi się liczyć z pewnymi konsekwencjami. Literatura nowożytna, która od kilku wieków przynajmniej dość dobrze rozumiała już te warunki nieco się ich obawiała. Nie wiadomo, czy przestraszyła się swojej własnej wiedzy o człowieku, którą wypowiedzieć by mogła, czy też raczej odbiorcy i konwencji. Zdaje się jednak, że między tymi stronami zawsze zachodziły dialektyczne związki, zawsze reagowały one na siebie wzajemnie. Literatura chciała opowiadać historie indywidualne, chciała opowiadać o ciemnych ludzkich wnętrzach, o poplątanych motywach działań, ale dość długo czyniła to nieśmiało. Najpierw posługiwała się formułą opowieści dziadowskiej, straganowego autentyku, potem — wdziewając kostiumy fikcji literackiej, wymyślonych bohaterów i zmyślonych historii, które jednak uwiarygodniała przed czytelnikiem mówiąc, iż opowieść znaleziona została w starym kufrze, w dziupli drzewa, na rozbitym statku. W XIX wieku autor kładł na karcie tytułowej swoje nazwisko, sygnując tym samym przemyślenia, które wewnątrz książki wkładał w cudze usta. Kostiumologia fikcji rozrosła się w tej epoce niebywale, oswoili się z nią wszyscy: i piszący, i czytający.
Współcześnie jednak literatura coraz częściej i coraz chętniej odrzuca te kostiumy, maski i protezy. Na karcie tytułowej i wewnątrz tekstu postrzegamy to samo imię i nazwisko, obcujemy z tą samą, realną osobą, która odsłania nam swój świat wewnętrzny, swoją świadomość. Te reguły pozornie zachowuje i Joanna Chmielewska, lecz istnieją też zasadnicze różnice.
Na przykład utwory Marii Kuncewiczowej świadomie i całą powagą wykorzystują metodę syntetycznego widzenia całego biograficznego i genetycznego doświadczenia, rzutowanego na rozmaite szczegóły i drobiazgi świadczące o zmianach stylu, obyczaju, mody, kultury. Wydaje się. że od wielu lat jest to jedyny gatunek pisarstwa, który Kuncewiczowa uprawia z finezją i rzadką maestrią, potwierdzają to wydane niedawno Przeźrocza i Listy do Jerzego.
Niefikcjonalne utwory Adolfa Rudnickiego pokazują, czym może być pisarstwo tego rodzaju. Rogaty warszawiak osnuty jest wokół postaci Słonimskiego, Krakowskie Przedmieście pełne deserów dotyczy zmarłych znajomych i przyjaciół pisarza: Jastruna, Andrzejewskiego, Prutkowskiego i in. W tej warstwie książki wykorzystane bywają informacje znane tylko wąskiemu kręgowi ludzi i w tym sensie są „plotkarskie”. Jednak „plotkarskie” nie dla zasady i celu, gdyż ich sens jest zasadniczo poznawczy. Plotka, informacja własna czy cudza na temat jakiejś postaci nie zawsze muszą służyć obmowie (jak często o Krakowskim Przedmieściu… mówiono), u Rudnickiego służą poznaniu. ,,Plotka” u Rudnickiego jest informacją wykorzystaną poznawczo. Ale to tylko jedna warstwa tych książek, „faktograficzna”. Jest i druga, zasadnicza. Tworzy ją refleksja nad stanem współczesnej umysłowości, charakterem kultury, kondycją pisarza i pisarstwa, miejscem sztuki w świecie. Sądy, jakie na ten temat formułuje autor, są naprawdę głębokie i poważne. Nie ma w nich chyba hipokryzji i nie ma koniunkturalizmu, są raczej wynikiem doświadczenia i dystansu “wobec określonych napięć środowiskowych.
Tymczasem otwierając już pierwszy tom Autobiografii czytamy:
Postanowiłam napisać autobiografię.
Zdaję sobie sprawę, że autobiografię należy pisać przed samą śmiercią, ale skąd, na litość boską, mam wiedzieć, kiedy umrę? Egzystencja, jaką wiodę obecnie, bardzo energicznie pcha mnie w kierunku grobu. i to różnymi drogami. Rozmaite inne osoby, w mojej sytuacji, mieszkały w willach, względnie wygodnych apartamentach z domkiem letniskowym na Mazurach czy gdzieś tam, może nad Lemanem, ale to przecież nie ja! Juź w odległym dzieciństwie Cyganka przepowiedziała mi. że nigdy nie będę bogata, i ta klątwa spełnia się skrupulatnie, żeby ją piorun strzelił. Pomijając obowiązki rodzinne, nie ulega kwestii, że dobiją mnie schody, na wszelki wypadek zatem wolę załatwić rzecz już teraz.
Zasadnicze przyczyny tej krew w żyłach mrożącej decyzji są dwie.
Primo: pytania p. t. Czytelników, docierające do mnie ustnie i na piśmie w ilościach przekraczających ludzką miarę, w związku z czym, nie widząc innego wyjścia, zamierzam odpowiedzieć na nie hurtem.
Secundo: nie daj Boże. po opuszczeniu przeze mnie tego padołu, komuś mogłoby wpaść do głowy napisanie mojej biografii i na tamtym świecie dowiedziałabym się, co autor my siat, od czego mógłby mnie szlag trafić.
Autobiografia będzie uczciwa. Mogę sobie na to pozwolić z tej racji, że nie mam za sobą przestępstw, które należy ukryć po wieki wieków, amen. Kompromitacji owszem, dosyć dużo. ale i tak nie stanowią one tajemnicy, więc co mi zależy. Zamierzam napisać samą prawdę, całą prawdę i tylko prawdę, chociaż wiem doskonale, że l tak mi nikt nie uwierzy. Jeśli z konieczności będę musiała coś zełgać, względnie pominąć, uprzedzę o tym jak człowiek, a nie jak świnią.24
We wstępie tym, który autorka prawdopodobnie uważa za szczery, pojawia się uzasadnienie napisania tej książki. Uzasadnienie to jednak wydawać się musi dość oryginalne. Oto Chmielewska nie pragnie dać nam jakiegoś poznawczego materiału z przeznaczeniem na wzniosłe cele. Ona mówi wprost: Nie jest w stanie inną drogą zaspokoić ciekawości czytelników, czytelników tak zainteresowanych jej życiem osobistym, iż wysyłają oni do niej listy w ilości „przekraczającej ludzką miarę”. „Chcecie igrzysk – no to je macie”, zdaje się pisać. Swój wstęp kończy zapewnieniem, iż nie będzie świnią.
Analiza Autobiografii jawi się, jako zadanie niezwykle trudne, gdyż pozycja ta nie zachowuje żadnych norm przyjętych nawet dla tego gatunku literackiego. Więcej, Chmielewska normą uczyniła brak wszelkich norm. Kpiąc, wyszydzając, a nawet obrażając niemal wszystkich, z którymi się zetknęła, stara się przypodobać gustom części społeczeństwa. – Maniactwo pisarskie, a nawet grafomańskie, tkwiło we mnie od dziecka – mówiła w trakcie jednego z wywiadów25.
Już na pierwszych stronach udowadnia, iż z jednakowym brakiem szacunku potrafi traktować zarówno krąg swych znajomych, krewnych, jak i zmarłych. O śmierci kilkorga dzieci swej prababki opowiada jak o „wysokiej śmiertelności” wśród domowego ptactwa co najmniej:
Dzieci prababcia urodziła czternaścioro, z czego wyżyło dziewięć sztuk. Szczegółów zejścia pozostałych potomków nie znam i zapewne nigdy nie poznam, ale czasy śmiertelności niemowląt sprzyjały, więc nie ma w tym nic dziwnego.
A zaraz później:
Jak na uczucia, jakie podobno prababcia żywiła do pradziadka, ilość dzieci wydaje się zdumiewająca, ale może te uczucia żywiła niekonsekwentnie. Do końca życia nie przebaczyła mu oszustwa. Kiedy uciekała od ciotki-hrabiny, bez wątpienia gorąco do tego nakłaniana, zapewnił ją jakoby, iż zmian materialnych nie dozna, stanie się panią zasobnej posiadłości i co najmniej dworu, jeśli nie pałacu. rzeczywistość zaś żywy kłam jego słowom zadała. Dóbr konno objeżdżać nie było potrzeby, bez trudu dawały się obejść na piechotę, może nawet kulejąc. budowla mieszkalna zaś składała się z izb czterech, trzech pokoi i jednej kuchni. Możliwe w dodatku, że jeden pokój był zwyczajnym alkierzem, a wszystko razem na miano pałacu nie zasługiwało w najmniejszym stopniu.
Prababcia, przy licznych zaletach, musiała być zawzięta, bo w chwili śmierci pradziadka dała wyraz niezadowoleniu. Ogłosiła mianowicie pogląd, iż przedwczesne opuszczanie przezeń tego padołu jest karą boską za to. że ją tak oszukał, przy czym ogłosiła to w słowach, których elementarny takt nie pozwala mi powtórzyć.
Chociażby niezbyt dokładne zagłębianie się w ten tekst musi nasuwać podstawowe pytanie: szczerość to tylko, czy może masochistyczne wręcz lubowanie się w ujawnianiu słabych stron bliźnich w dosadnych słowach? Odpowiedź nie może być jednoznaczna, gdyż wyrażając się o swoim dziadku używa zgoła innych słów:
Knopaccy wywodzili się z Woli Szydłowieckiej i tkwią tam nadal. Na gospodarstwie pozostał brat mojego dziadka, dziadek zaś w bardzo młodym wieku przeniósł się do miasta i ożenił z babcią. Był człowiekiem anielskiego serca i łagodnego charakteru, babcia zatem, nieodrodna córka swojej matki, mogła mu ciosać kolki na głowie w ilościach dowolnych.
Niemniej i dziadkowi Chmielewska nie oszczędziła ujawniania faktów, które choć zabawne, zazwyczaj pozostają sekretem rodziny:
Nieco później dziadek skompromitował się zmywakiem. Zdarzało mu się niekiedy, nieczęsto, bo babcia nadmiernej rozpusty nie tolerowała, pójść na kielicha z kolegami i wrócić na lekkim rauszu. Wkradał się wówczas na palcach, usiłując nie budzić rodziny, światła nie zapalał i cichutko szedł spać. Raz wrócił, możliwe, że coś potrącił, babcia otworzyła jedno oko i wyraziła dezaprobatę.
– W kuchni jest rosół w garnku – rzekła gniewnie. – Możesz sobie wziąć.
Głodny dziadek posłusznie udał się do kuchni. pomacał po garnkach, znalazł rosół, wypił, spróbował także zjeść mięso, ale jakoś mu nie dał rady. Nazajutrz babcia krzyk wielki podniosła.
– Kto mi ten zmywak tak poszarpał, co za gangrena jakaś w strzępy podarła?! – awanturowała się. – I dlaczego nie zjadłeś rosołu?! Mówiłam, że na kuchni stoi!
Dziadek w drzwiach, cichutki i pokorny, smętnie zaprzeczył.
– Jak to. przecież zjadłem. I dziwiłem się, dlaczego to mięso takie twarde…
Wypił pomyje i usiłował spożyć zmywak, rosół stał obok, na szczęście wcale mu te produkty nie zaszkodziły. Nie jest to żadna anegdota, tylko zwyczajny fakt.
Na kartach Autobiografii spotykamy też szczegóły, czy może raczej słownictwo zgoła niesmaczne:
Anegdot z czasów dzieciństwa mojego ojca nie znam żadnych, nie miał kto o nich opowiadać. Wiem tylko, że jego stryjeczny brat, Stefan właśnie, odznaczał się uległością już może nieco przesadną. Na widok każdej potrawy na stole pytał:
– Mama, czy ja to lubię?
Jeśli ciotka odpowiedziała, że nie, do ust nie wziął, choćby umierał z głodu, a potrawa wyglądała i pachniała najcudowniej w świecie. Jeśli zapewniła go, że tak, zeżarłby nawet mysie bobki. Cały tom dalej czytamy scenę z domu teściowej:
Wracając do usług stołowych, rozmaite osoby powinowate albo z dalszej rodziny zrywały się z miejsc i leciały do kuchni zmywać, co teściowa przyjmowała jako czyn naturalny. Zdaje się, że jeden raz mój mąż zwrócił mi uwagę, iż zaniedbuję się w tej mierze skandalicznie.
— A chała — odparłam mu na to. — Wybij sobie z głowy, żebym się miała wygłupiać i przy podchlebiać. Albo jestem rodzina i wtedy można do mnie zwyczajnie powiedzieć: „Ty. chodź, pomóż pozmywać”. albo jestem gość i jako gość na pewno zmywać nie będę. Ani razu nikt do mnie takich prostych stów nie powiedział, zatem widocznie jestem gość i taka sama hrabianka jak twoje siostry.
Gdy już Chmielewska urodziła pierwszego syna, do opieki nad nim pragnęła się włączać również babcia. W Autobiografii pojawia się scena z wizyty u lekarza: Niemowlę leżało na lekarskim stole, na zmianę rozwijane z pieluch i pakowane z powrotem, a babcia szalała nad nim z rozwianym włosem i obłędem na twarzy.
— Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir. ćwir, ćwir! Tiu, tiu. tiu, zabierz to. zabierz to, mokre! Ptaszek. ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho. już. on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
Dziecko darto się przeraźliwie, babcia miotała się dookoła, gubiąc własne rzeczy i zrzucając cudze, inne dzieci zaraziły się atmosferą i rozwarły pysk nie gorzej niż moje, pielęgniarki powylatywały z gabinetów, matkom trzęsły się ręce. Korzyść z tego odniosłam niewątpliwą, zostałam przyjęta w pierwszej kolejności i nikt przeciwko temu nie protestował, ale nie czułam się na siłach powtarzać eksperymentu. Jeśli to samo babcia robiła ze mną, dziwię się, że na widok lekarza tylko ryczałam zamiast dostawać konwulsji.
Przy pierwszej okazji mój mąż zrobił babci karczemną awanturę, chociaż na ogół egzystowali w zgodzie. Byt zwolennikiem hodowli racjonalnej i popierałam jego zdanie w pełni, aczkolwiek ostatnie dziesięć minut przed karmieniem ciężko było wytrzymać. Babcia przeciwnie, gdyby nie protestowało się z całą energią, karmiłaby bachora co pół godziny, a żerte dziecko chętnie poszłoby na tę kombinacje.
Nie tylko słownictwo bywa w Autobiografii zapożyczone z literatury kryminałów niskiego raczej lotu. Nie brak jest tam również historyjek o tyleż zabawnych, co niesmacznych:
Opowiadał mi o tym ten sam biegły sądowy, który występował w sprawie Szweda i białego mercedesa dla siódmej córki naszego rodzinnego znajomego od sadów. Kończył przed wojną gimnazjum w Grójcu, biegły, nie znajomy, właściciela apteki znał i nie lubił. Nie lubiła go cała klasa, a nawet dwie. jakoś się tej młodzieży naraził, co mu chyba łatwo przyszło, bo byt krwistym, gwałtownym awanturnikiem, wyzutym z cech takich, jak tolerancja i pobłażliwość. Jakieś wydarzenie zdenerwowało chłopaków ostatecznie. postanowili się zemścić i rodzaj zemsty byt raczej rzadko spotykany.
Znaleźli mianowicie rurę od maski gazowej z pierwszej wojny światowej, a któryś posiadał ogromny miech kowalski. Połączyli te elementy i wszyscy kolejno, całe dwie klasy, spożytkowali miech jako urządzenie sanitarne, innymi słowy, jak by to elegancko powiedzieć, nie budząc zbytniego wstrętu w czytelnikach, rzetelną potrzebę fizjologiczną zaspokoili w jego wnętrzu. Następnie, o bladym świcie, a może nawet jeszcze w nocy, wycisnęli całość w estetycznej formie przez gazową rurę na schodach u wejścia do apteki.
Właściciel wczesnym rankiem sam otworzył drzwi od środka i ujrzał dzieło. Co to jest, nie było wątpliwości. dzieło posiadało wszelkie właściwe sobie cechy. Właściciel zsiniał, dostał szału, omal nie trafiła go apopleksja, z miejsca zareagował gwałtownie, wezwał przez telefon i posłańców, kogo tylko się dało. Przyjechała policja, różne władze miejskie l sądowe, przybył nawet starosta, i wszyscy zgodnie usiłowali dociec, co to było za jakieś okropnie wielkie zwierzę, które coś podobnego mogło zrobić, i dlaczego akurat przed apteką? Może chore było…? Zagadki zoologicznej nie rozstrzygnięto i nie wiem, kto to sprzątnął, ale obie ostatnie klasy gimnazjum czuły się w pełni usatysfakcjonowane.
Zastanawiać się by tu można: styl własny, prowokacja kulturowa, czy też bliżej nieokreślone rozmiłowanie w tym, co niskie, dosadne, wręcz prostackie…
Prawdą, jest, iż treść powieści, jej akcja, częstokroć wymagają od autora stosowania nawet słów powszechnie uznawanych za nietaktowne:
Upiorny papier toaletowy, konsystencją zbliżony do szmergla, nawet bywał i dekorował wszystko. Używany. rzecz jasna… Wysypywał się z ustawionych gdzieniegdzie drucianych koszy, tonęła w nim każda restauracja, każde miejsce, przeznaczone na sanitariat. wrażeń, jakich dostarczał, nie muszę chyba opisywać. Mógł człowiekowi obrzydzić ten cały kraj doszczętnie.26
Niemniej dokładna lektura Autobiografii dowodzi, iż Chmielewska czyni tak świadomie, dobrowolnie i bez względu na potrzeby akcji:
W dodatku od pierwszej chwili zaczął z niego wychodzić brutalny egocentryzm. W słowach szlachetność prezentował nadziemską zgoła, nadludzką i rozszalałą, cały papier świata, z toaletowym włącznie, można by zapisać gadaniem, jak to człowiek przyzwoity powinien się liczyć z innymi, szanować cudze uczucia i cudzy czas, pamiętać o społeczeństwie, usługi świadczyć same, a broń Boże nie utrudniać i nie przeszkadzać. Czyny za to...27
Przykład ten dobitnie dowodzi, iż „papier toaletowy” pojawia się tu wyłącznie jako dopełnienie stylu, a być może i sposobu myślenia autorki. Najwyraźniej styl i słownictwo stosowane z powodzenie w powieściach przeniesione zostały do Autobiografii, która już zgoła innymi zasadami winna się kierować.
Być może znamienne są tu słowa Chmielewskiej, gdy w pewnym momencie pisze: Z wychodkami, zwracam uprzejmie uwagę, jeszcze nie skończyłam i nadal w nich siedzę.28
W drugim tomie, zatytułowanym pierwsza młodość znalazło się zdjęcie przedstawiające chyba niemłodą już kobietę zmieniającą sukienkę.
Widniejący obok podpis głosi: Moja mamusia w Mikołajkach zmienia garderobę. Bardzo protestowała przeciwko uwiecznianiu tej chwili29. Jak widać, chwila ta została uwieczniona. Więcej, córka tej kobiety udostępniła je szerokiej rzeszy czytelników, wszak jej książki rzeczywiście z księgarnianych półek znikają stosunkowo szybko.
Jest jeszcze jedna szczególna fotografia i podpis do niej:
Oleńka, córka Lilki, w wieku 16 lat. Późniejszych zdjęć nie ma, a jeśli nawet są, nie należy na nie patrzeć. Nie napisałam o tym, ze względu na Lilkę, ale musze chociaż napomknąć. Zaraz potem zapadła na jadłowstręt na tle schizofrenicznym, nieuleczal-nym, i od dawna już wygląda jak nie wiem co30.
Zapytać się tu należy, jak fakty takie mają się do przedstawionego na pierwszej stronie książki uzasadnienia jej wydania. Przypomnijmy: Primo: pytania p. t. Czytelników, docierające do mnie ustnie i na piśmie w ilościach przekraczających ludzką miarę, w związku z czym, nie widząc innego wyjścia, zamierzam odpowiedzieć na nie hurtem. Czyżby zatem któryś z czytelników listownie upraszał Chmielewską o fotografie jej przebierającej się matki lub młodej dziewczyny, którą spotkało niezawinione nieszczęście?
Trudno oprzeć się poczuciu, iż autobiograficzna twórczość Joanny charakteryzuje się jedynie stylem „kupieckim” i podyktowana jest jedynie żądzą zdobycia możliwie największej liczby czytelników nie troszcząc się o rozwój ich poziomu nie tylko już intelektualnego, ale nawet kulturalnego.
Wszak nawet fragmenty rzeczywiście zabawne, wydają się być opowiadane w sposób narzucający nastrój wesołości. Chmielewska szafując groteską zachowuje się wówczas jak komik, którego naczelnym zadaniem jest rozbawienie publiczności. Dobrym przykładem ilustrującym to twierdzenie jest fragment powieści z Aneksu:
Oczywiście pojechaliśmy w ów piątek. Okazało się, że dobrze zgadłam, należało ją odebrać. Była po wstrząsie mózgu, jedno żebro miała złamane, drugie naderwane, jej twarzy pożałowałam straszliwie, bo nie została wykorzystana. Proponowałam nieśmiało, żebyśmy się przeszły przez jakiś cmentarz, najlepiej wieczorem, równie znakomitego upiora ze świecą szukać, efekty mogły być nie do zapomnienia, ale nie chciała, nie wiem dlaczego.
Zdania te po prostu powinny rozbawiać, ale doświadczenie życia codziennego uczy, iż człowiek ustawicznie zabawny, staje się dla otoczenia uciążliwy. Więcej, Chmielewska szafując rzeczywistymi imionami, nazwiskami i wszelkimi możliwymi danymi, które bez trudu pozwalają zidentyfikować osobę, przyznaje, że nie zawsze jest w zgodzie z faktami. Na pytanie dziennikarza, czy uprawia literaturę faktu, odpowiedziała:
Szczerze mówiąc niezupełnie. W moim otoczeniu nikt nie wie, co wydarzyło się naprawdę, a co ja wymyśliłam. Między przyjaciółmi kłótnie na tym tle wybuchają potworne. Krewnym się pomieszało. Rodzona matka pogubiła się w szczegółach mojego dzieciństwa- Ja sama też się zaplątałam. Do dziś np. nie wiem, czy myśmy z Pawłem grali w ruletkę w Tivoli (“Wszystko czerwone”), czyja to wymyśliłam. A co się działo, kiedy napisałam, że Alicja ma serce z prawej strony! Jej własna rodzina w to uwierzyła!31
W prasie znajdujemy też inne, chyba szczere, ale i zatrważające wyznanie:
W “Czytelniku”, który jest moim macierzystym wydawnictwem, od dawna wiedziano, że książkami załatwiam swoje prywatne porachunki. A moja zemsta bywała straszna, bo nie ma broni gorszej niż pióro. Dwie osoby chciały mi wytaczać sprawy sądowe.32
Być może kluczem są słowa z powieści Drugi wątek gdzie przyjaciel narratorki zwraca się do niej z westchnieniem – że też ze wszystkiego wydłubiesz groteskę. Wówczas jednak powieści Chmielewskiej, nie tylko zresztą Autobiografię należałoby zakwalifikować do groteski, nie zaś literatury faktu, a tym bardziej autobiografizmu. Smutna to jednak groteska, której zasadniczym, jak wynika ze słów autorki, celem jest kompromitacja drugiego człowieka poprzez załatwianie prywatnych porachunków. Nie mniej, Chmielewskiej lekceważyć się nie da, wszak stoją za nią rzesze czytelników, choćby tych spragnionych wątków o tyleż plotkarskich, co wyszydzających i niewątpliwy sukces komercyjny. Czytając Autobiografię można się wszak poczuć, jak w przysłowiowym maglu, wśród nastroju swojskości i poczuciu „lepszości” od innych, którzy wszak robią tak zwariowane i śmieszne rzeczy. W tej pozycji zabrakło już spotykanego gdzie indziej żywego humoru. Zamiast niego pojawia się zbyt często niezamierzony nastrój przygnębienia i zawstydzenia. Deklaratywnie autorka jest pełna uśmiechu, radości życia, tymczasem wyczuwa się zgorzknienie i niechęć do ludzi. Chmielewska, nie stara się kształtować, ale idealnie trafia w gusta czytelnicze. Tworzy literaturę ze wszech miar popularną.
Inną odpowiedzią, na pytanie o źródła stylu, może być fakt, iż powieści pisane są podczas „złego nastroju”.33 Odżywające urazy, pretensje, a nawet osobiste porachunki muszą wówczas pchać Chmielewską w stronę literatury nie tyle faktu, co osobiście „rozliczeniowej” z językiem nie najwyższego lotu.
Godzi się tu przypomnieć, iż wedle J. Starobinskiego, reguły autobiografii dostarczają jedynie dość szerokich ram, w których obrębie może ujawniać się wielka różnorodność indywidualnych »stylów«. Jego zdaniem nie powinno się więc mówić o stylu czy nawet formie autobiograficznej, ponieważ w tym wypadku nie ma stylu czy formy gatunkowej. Tutaj, bardziej niż gdzie indziej, styl jest zjawiskiem jednostkowym34.
Podsumowując, trzeba zauważyć, iż Autobiografia łączy w sobie wiele stylów literackich, a autobiografizm jest tam zaledwie podwaliną, jeszcze jednym sposobem na realizację pozycji poczytnej, chętnie kupowanej. Niestety, miesza się w niej fakt historyczny ze świadomym ośmieszaniem nie cenionych przez autorkę rzeczywistych osób i nieopanowaną potrzebą ujawniania faktów z własnego nawet życiorysu, które większość ludzi dyskretnie chowa przed wścibskimi.
1 M. Marcjan, Autobiograficzna strategia Tadeusza Brezy a świetle genologicznej struktury „Spiżowej Bramy” [w:] Biografia – geografia – kultura literacja pod red. J. Ziomka, J. Sławińskiego, Wrocław – Warszawa – Kraków – Gdańsk 1975, s. 117.
2 Por.: J. Jarzębski, Powieść, jako autokreacja, Kraków – Wrocław 1984, s. 412 i nast.
3 http://wiem.onet.pl/wiem/009332.html
4 E. Balcerzan, Powracająca fala autobiografizmu [w:] Księgi wtajemniczenia, Kraków 1982, s. 383.
5 R. Lubas-Bartoszyńska, Miedzy autobiografią a literaturą, Warszawa 1993, s. 9.
6 E. Tutaj, Wobec bytu [w:]Dziennik, Pamiętnik, Notatnik literacki, Katowice 1991, s. 18.
7 J. Starobinski: Styl autobiografii. Tł. W. Kwiatkowski. „Pamiętnik Literacki” 1979, z. l, s. 307.
8 Zob. M. Głowiński: Powieść a dziennik intymny. [w:] O prozie polskiej XX w. Materiały konferencji ogólnopolskiej w Toruniu. Listopad 1968. Red. A. Hutnikiewicz H.Zaworska. Wrocław—Warszawa—Kraków 1971, s. 377 i n. Zob. też P. Lejeune: Pakt autobiograficzny. Tł. A. W. L a bud a. „Teksty” 1975, nr 5, s. 31—49; M. Czermińska: Rola odbiorcy w dzienniku intymnym. [w:] Problemy odbioru i odbiorcy. Studia. Red. T. Bujnicki i J. Sławiński. Wrocław—Warszawa—Kraków 1977, s. 105—122; L. A. Renza: Wyobraźnia stawia veto: teoria autobiografii. Tł. M.Orkan-Łęcki. „Pamiętnik Literacki” 1979, z. l, s. 279—306.
9 M. B e a u j o u r: Autobiografia i autoportret. Tł. K. F a l i c k a. „Pamiętnik Literacki” 1979, z. l, s. 323.
10 Por. np. R. Pascal, Design and Truth in Autobiography, London 1960, s. 2 i nast. W nowszych pracach o autobiografii, bardzo • licznych i zróżnicowanych, często całkowicie odrzuca się substancjalne rozumienie kategorii genologicznych na rzecz ujęcia funkcjonalnego jako instytucji, umowy między autorem a czytelnikiem. Tak postępuje np. Elizałpeth W. Bruss w książce Autobiographical Acts. The changing situation of a literary genre, Baltimore and London 1976, odwołując się do rozumienia instytucji u Merleau-Ponty’ego i wyprowadzając założenia swej teorii z prac takich filozofów języka, jak J. L. Austin i J. R. Searle.
11 M. Czermińska, Autobiografia i powieść, Gdańsk 1987, s. 8.
12 J. Ankudowicz, Społeczna recepcja literatury niebeletrystycznej. [w:] Problemy socjologii literatury, red. J. Sławiński, Wrocław 1971, s. 399—418.
13 J. Starobinski, Styl autobiografii, przeł. M. Czermińska, {w:] Almanach gdańskich środowisk twórczych „Punkt” nr 4, Gdańsk październik—grudzień 1978.
14 J. Jarzębski, Powieść… op. cit. s. 418
15 Tamże, s. 419.
16 J. Krzyżanowski, Nauka o literaturze, Wrocław – Warszawa 1966, s. 304.
17 M. Jasińska, Zagadnienia biografii literackiej, Warszawa 1970, s. 5.
18 Tamże, s. 12.
19 Plutarch z Cheronei, Żywoty sławnych mężów, Wrocław 1953, BN II, nr 3, s. XXX. Oddzielenie biografistyki od historiografii, choć nie stało się poglądem powszechnie przyjętym (są współczesne encyklopedie określające biografie jako „gałąź historii”), spopularyzowało się zwłaszcza od XIX wieku w Anglii.
20 J. B. R i c h t e r, Zagadnienia biografiki współczesnej, „Nauka Polska”, t. XIX 1934, s. 19.
21 M. Żywczyński, Zadania biografii historycznej,. [w:] Kwartalnik Historyczny 1964, z. 3, s. 725,
22 Zob.: S. Świeżawski, Zagadnienia historii filozofii. Warszawa 1966, s. 445 – 449
23 M. Jasińska, Zagadnienia… op. cit. s. 14.
24 Wszystkie cytaty z Autobiografii zaczerpnięto z: J. Chmielewska, Autobiografia, Warszawa 1994
25 Nieboszczyk i schab czyli wszystko w natchnieniu, Gazeta Olsztyńska, 23-27.12.1992
26 Tom IV, s. 160
27 Tom IV, s. 99.
28 Tom IV, s. 162
29 Tom II, s. 34
30 Aneks, s. 35.
31 http://www.chmielewska.art.pl/wywiady/wyw18_9.html
32 Nieboszczyk i schab… op. cit.
33 A. Dajbor, Hanka Bielicka współczesnej literatury, Gazeta Wyborcza 18.10.1995.
34 J. Starobinski: Styl autobiografii. tł. W. Kwiatkowski. „Pamiętnik Literacki” 1979, z. l, s. 307.